Co Ty Na To?

czas na działanie

W dniu 9 marca 2019 roku dwu osobowa Polsko – Niemiecka ekspedycja zdobyła jako jedyna w tym dniu Mount Kerkis , najwyższy szczyt greckiej wyspy Samos. Było to prawdopodobnie pierwsze w historii zimowe Polsko-Niemieckie wejście na tą monumentalną górę. Szczyt Kerkis wyłania się z otchłani lazurowego morza egejskiego i niczym strzelisty pomnik stworzony przez Herę sięga błękitu nieba. To zapewne tutaj mityczni Bogowie popijali ambrozję i toczyli długie dysputy dotyczące podziału władzy oraz świata.  W Celu zdobycia  boskiej góry wczesnym rankiem zdecydowałem się, że to właśnie w tym dniu moja stopa stanie na szczycie Mount Kerkis. W wyprawie zdecydował się towarzyszyć mój niemiecki kolega 65 letni Bern. Mój współtowarzysz to doświadczony podróżnik oraz trekker. Bern zwiedził ponad sto krajów i zdobył ssześciotysięczne szczyty położone między innymi w Ameryce południowej w tym sławetną Aconcague.

 

Z bazy wyruszyliśmy wczesnym rankiem i już po dwóch godzinach osiągnęliśmy punkt w którym rozpoczęły się prawdziwe zmagania. Monumentalna południowa ściana Mount Kerkis wznosiła się na około 100 metrów a jej pokonanie zajęło nam ponad dwie godziny. Pokonywanie ściany było trudne technicznie i wyczerpujące, jednak zdobywanie kolejnych metrów chropowatej skały szło dość sprawnie. Po osiągnięciu zamierzonego celu i chwili odpoczynku ruszyliśmy w dalszą drogę, która z początku wiodła przez porośnięte krzewami zbocza a następnie gołoborza. Podczas wędrówki minęliśmy dwa święte dla mieszkańców wyspy miejsca w których znajdują się Monastyry które w chwili obecnej nie są już zamieszkane jednak ich wygląd i położenie powodują, iż nasze myśli same biegną ku absolutowi. Podczas naszej wspinaczki zdarzyły się trudne momenty spowodowane wyczerpaniem mojego niemieckiego kolegi i urazem wywołanym pokłuciem  dłoni przez toksyczną roślinę, która porastała zbocza Kerkis. Po mimo piętrzących się przeciwności postanowiliśmy iść dalej. O godzinie 15.10 osiągnęliśmy szczyt z którego rozpościerał się cudowny widok na okoliczne wyspy morza egejskiego oraz cudowne zatoki, wioski i plaże Samos. Pogoda na szczycie była dobra jednak w mojej głowie były myśli związane z drogą powrotną i dolegliwościami mojego partnera, któremu trudy wyprawy wyraźnie dawały w kość.  Z tego powodu spędziliśmy na szczycie jedynie dziesięć minut i rozpoczęliśmy drogę powrotną, która była wielkim cierpieniem i walką z czasem. Ostatnie kilometry pokonywaliśmy w ciemności a czerń i grozę nocy rozjaśniały jedynie czołowe lampki na naszych głowach. W drodze zmagaliśmy się z dolegliwościami bólowymi, zmęczeniem oraz trudnościami ze znalezieniem właściwej trasy. Do bazy dotarliśmy ogromnie zmęczeni lecz szczęśliwi, że udało się dokonać wejścia na szczyt. Po drodze nie minęliśmy żadnej ludzkiej istoty co nadawało jeszcze większej grozy podczas realizacji naszej wędrówki.

Będąc już bezpiecznymi postanowiliśmy nasz wyczyn uczcić w portowej tawernie zlokalizowanej w Pitagorio czyli mieście narodzin Pitagorasa. Popijając lokalne wino opowiadaliśmy o naszych przeżyciach lokalnym rybakom którzy odwdzięczyli się nam nie tylko świeżo złowioną ośmiornicą i winem ale także swoimi opowieściami o potędze i grozie bezkresnej morskiej otchłani... Rankiem bolały nie tylko nogi i ręce ale i głowa...

 

P.S. "To Ty piszesz swoją historię nie pozwól aby zrobił ktoś to za ciebie..."

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mount Kerkis – wpomnienia z wyprawy

13 sierpnia 2019