Co Ty Na To?

czas na działanie

2 dni przed pierwszym startem na dystansie 1/2 Iron Man. Ciężko pracowałem, wykonałem chyba 95% planu treningowego, były dni, że chciało mi się wykonać cały dystans zawodów już podczas niedzielnych treningów… obiektywnie patrząc jestem przygotowany. Pół roku szykowałem ten start. Marcin rozpisywał treningi, pełne wsparcie żony, dzieci i przyjaciół. Chyba niewiele więcej można było zrobić na tym poziomie amatorskiego sportu. Fakt, że rozgałęzienie biegania na triathlon przyszło dosyć niedawno, no ale z drugiej strony wskakiwanie w nieznane obszary to nie pierwszyzna. A jednak w żołądku coś łaskocze, nad głową przelatują czarne chmury, a na każdej z nich siedzi jakiś potworek i podszeptuje różne wątpliwości. Postaram się najpierw uchwycić te podszepty, żeby móc je jakoś zracjonalizować i zmierzyć się z nimi. Moim celem jest wejście na start w równowadze i skupieniu. Owszem z lekką adrenaliną, ale nie ze zgrają złośliwych stworków za uszami:

 

1. Pęknie Ci dętka

2. Zerwiesz łańcuch

3. Urwiesz przyczep w bucie

4. Masz słaby rower, to nie jest sprzęt na takie zawody. Będziesz wolny i obolały po jeździe.

5. Kask masz też do niczego.

6. W nerwach zaplączesz się w piance na strefie

7. Zapowiadają dość mocny wiatr (to fakt). Będziesz w bólu walczył o przejechanie dłużących się w nieskończoność kilometrów a licznik będzie pokazywał 20h/godź przy wysiłku 90% a po tym bieg będzie niesamowitym cierpieniem.

8.Nogi nie wytrzymają. Zmiękną nogi. Widziałeś to na filmach. To nie to samo co maraton. Intensywny bieg po rowerze…. najpierw z przerażeniem stwierdzisz, że coś się dzieje a pózniej upadniesz.

9. Wysiłek Cię pokona, zmęczysz się na rowerze a cierpienie podczas biegu będzie narastać aż się zatrzymasz i przejdziesz do marszu… albo… patrz punkt pierwszy.

10. Nie masz wyczucia prędkości w wodzie, popłyniesz za wolno, albo się przepalisz już na pływaniu no i wtedy oczywiście… później zmiękną nogi.

11. Nie wiesz czy dasz rade wytrzymać wysiłek tyle godzin ciągiem

12. Ogólnie to wszystko będzie okrutny wysiłek, cierpienie i ból.

13. Zapomnisz o odżywianiu w trakcie, zjesz za mało, wypijesz za mało albo za dużo no i albo kolka, albo… zmiękną nogi

14. Zjadłeś za mało węglowodanów przed startem

15. Zjadłeś za dużo przed startem i będziesz ciężki

16. Wszystko mi się pomiesza, pogubię się na zmianach.16. Opuścisz toaletę z rana bez powodzenia, później będzie kolejka do ToiToia i będziesz startował z tym dyskomfortem

No to chyba z grubsza uchwyciłem wszystkie ważniejsze straszące mnie lęki i zjawy.Co teraz. Samo poukładanie ich już mnie trochę uspokoiło.

Część można odstrzelić jako mało prawdopodobne, a jeśli już się mają wydarzyć to i tak nie mam na nie wpływu, no i te z którymi i tak nic na tem moment nie zrobię, więc od razu idą na szufelkę i do pieca punkty:  1,2,3,4,5.

 

Co do zaplątania się w piankę to bez przesady. A nawet jeśli nawet trochę to 5 czy 10 sekund na tym poziomie niewiele zmieni. U Roberta Karasia może to mieć znaczenie, ale tutaj luz w punkcie 6.
 

Na wiatr nic nie poradzę, taki będzie urok zawodów, ale na pocieszenie to wszyscy będą mieli pod wiatr, więc nie będę sam, a pewnie niejeden zniesie to gorzej niż ja. Tym jakże swojskim akcentem rozprawiłem się z punktem 7.
 

Czas na kwestie wytrzymałościowe. Punkty 8,9,10,11,12. Wiem, mniej więcej, na co mnie stać. Nie ma co lecieć w trupa z nadzieją na cud bo za długi dystans. Tu musi wygrać rozsądek, wyważenie i słuchanie siebie. W pływaniu jak wystartuje w połowie stawki i od czasu do czasu ktoś mnie wyprzedzi a czasem ja kogoś to znaczy, że jest ok i tego się trzymam. Na rowerze już postanowione. Lepszy lekki zapas niż niedobór. Nie żyłuję. Pilnuje rozsądnego tętna i wsłuchuję się w organizm dopasowując rytm do obrazu wydatkowania energii w pozostałych do końca godzinach wysiłku. A bieg… Wiadomo, że będzie ciężej niż na niedzielnych porankach biegowych, no ale to są zawody. Trzeba pilnować tętna i iść w granicy możliwości trzymając lekki zapas. I tak będzie ból. Musi być ból. To jest jak poród, z którego narodzi się moja mała prywatna wewnętrzna sława i chwała. I jest to do zniesienia, chociaż wrony porażki przyjdą w momentach kryzysu krakać „stój, przestań, zwolnij!”. Wtedy będę lekko przyspieszał, a jak nie dam rady, to będę skupiał się na myśli o bliskich osobach, które będą oczekiwać mojego finiszu na mecie.

 

 

Jedzenie w trakcie (punkt 13). Plan ile czego i kiedy będzie rozpisany wcześniej. W trakcie wyścigu odpowiednia koncentracja. Jak będę skupiony na tym co robię, to będzie ok. Zegarek będzie się brzęczał co 5km na rowerze, muszę sobie zakodować w głowie, że za każdym razem gdy się odezwie mam coś albo do zjedzenia (dextro, gel) albo Izo do picia. Na biegu punkt żywieniowy będzie sygnałem.
 

Co do odżywiania przed zawodami (punkt 13,14) to grunt, że wygłodzony nie będę. Robiło się 25km biegu zupełnie na suchara to i teraz jakość to będzie. Samo ładowanie węglowodanami idzie trochę na czuja, no ale chyba rzecz w tym, żeby te trzy dni przed nie chodzić nadmiernie opchanym, ale 4-5 razy dziennie cos wrzucać wysokoenergetycznego do zbiornika. Byle nie przesadzić. Chyba lepiej trochę za mało niż przeholować w przeddzień. Ostatni posiłek w sobotę między 18-19:00 nie pozniej i już nie za dużo. Rano standardowy pakiet 2,5-2 godź przed startem jak na maraton i w drogę.

Wszystko poukładane, zwizualizowane w sobotę, wszyscy będą się ścigać w tym samym kierunku, więc będzie ok, na pewno się nie zgubię (15).

 

Pozostał jeszcze punkt 16. Jest to punkt, który przekracza granicę irracjonalnego lęku a przyjmuje postać realnego strachu. Budzi grozę nawet wśród najtwardszych zawodników Pro. Tutaj no cóż. Co będzie to będzie. Na wszelki wypadek czerwona koszulka i brązowe spodenki;). Po zawodach podsumuję jak to wszystko zagrało.
 

RPJ

 

 

 

 

 

PRZEDSTAROWE POTWORY

05 lipca 2019