Co Ty Na To?

czas na działanie

Mój dwunasty maraton poza Ojczyzną zdecydowałem, że odbędzie się w Rosji. Chciałem zmierzyć się nie tylko z dystansem ale i z stereotypami, którymi na co dzień posługujemy się mówiąc o tym kraju oraz jej mieszkańcach. Jak Rosja to Moskwa, pomyślałem, że muszę przebiec przez Plac Czerwony. Tak oto w październiku, po długich przygotowaniach i formalnościach związanych z podróżą, w tym uzyskaniu wizy, wreszcie wsiadłem na pokład samolotu. Przewoźnikiem był Aerofłot i muszę śmiało powiedzieć, że jakość obsługi była najlepsza jaką kiedykolwiek widziałem, a latałem już wieloma liniami. No i jeszcze te stewardesy. Oni chyba je dobierają tak jak żołnierzy paradujących w Dniu Zwycięstwa. Nienaganny strój i sylwetka oraz nie schodzący z twarzy uśmiech i serdeczność. Po wylądowaniu w Moskwie, kolejny szok. Lotnisko Szeremietiewo ogromne i znakomicie skomunikowane. My z godnie z planem udaliśmy się pociągiem Aeroexpress do stacji Białoruskiej skąd pieszo bez problemu dotarliśmy do miejsca zakwaterowania. Zakup biletów, wybór trasy wszystko to jasne i intuicyjne. Wydaje się, że wszelkie rozwiązania służą człowiekowi.

 

Sama Moskwa to piękne miasto. Będąc tam masz świadomość, że jesteś w stolicy mocarstwa. Wszystko tu jest olbrzymie i przytłaczające. Jeszcze jedno, jest tam niezwykle czysto, wręcz sterylnie, na ulicach żadnych śmieci oraz brudu. Jeśli o ulicach mowa, to takiej ilości luksusowych samochodów nigdzie nie spotkałem. Liczenie Maybachów odpuściłem po pół godzinie – naliczyłem ponad trzydzieści sztuk. W Moskwie są miejsca ekskluzywne i drogie, jak galerie z odzieżą od największych projektantów mody. Jednak znajdziemy tam, także sklepy z przystępnymi cenami i dużym wyborem wszelkich artykułów. W Moskwie nie sposób się nudzić, można zwiedzać i podziwiać architekturę, zachwycać się dziełami artystów w wielu muzeach i galeriach. Życie nocne to także ważny element tego miasta, z którego ja nie skorzystałem z prostego względu – przyjechałem tu biegać. Dwa dni przed startem poświęciłem na zwiedzanie tego niesamowitego miasta. Miejscem które zrobiło na mnie największe wrażenie był Plac Czerwony, to dla niego tu przyjechałem, to właśnie tutaj chciałem przebiec pokonując swój dwunasty maraton.

 

Dzień startu przywitał nas deszczem i chłodem. Organizatorzy zadbali o to aby bez problemów dotrzeć do swojej strefy startowej, nie zagubić się i trafić do swojego sektora startu zgodnego z zdeklarowanym czasem ukończenia biegu. Po starcie byłem już cały mokry, a moje stopy co chwilę lądowały w kałuży. Koszulka przylepiona do ciała, buty przemoczone, a jednak moc była i biegłem niczym Forest Gump. W pierwszym punkcie uzupełniania płynów, wziąłem kubek z wodą i po wypiciu jak zawsze na maratonie rzuciłem go na ziemię. Po chwili wiedziałem już, że źle zrobiłem. Dwóch biegnących obok mnie zawodników, spojrzało na mnie dziwnym wzrokiem. Zrozumiałem – w Moskwie kubeczki wyrzucamy do koszy, jeśli nawet usytuowane są za kilkadziesiąt metrów. Tak jak mówiłem, to bardzo czyste miasto i do tego mieszkają tu kulturalni ludzie. W tym miejscu przypomniała mi się historia z moskiewskiego metra, gdzie panują inne zwyczaje niż w większości miast europejskich. Tutaj młodsi ustępują miejsca starszym i nikt nie musi o to prosić -  ot takie wychowanie. No nic biegnę dalej, około trzydziestego kilometra podbiega do mnie inny uczestnik i zaczyna ze mną rozmawiać. Oczywiście po dwóch dniach w Moskwie, przypomniałem sobie cały materiał ze szkoły, łącznie z zasadami gramatycznymi, których uczyłem się ze znanego podręcznika o dźwięcznym tytule „Mienia zawód Ania”. Rosjanin powiedział mi: „… kolego masz złe buty, załóż wkładki do stopy supinującej i zaczniesz biegać szybciej…” Zanim to przemyślałem, Rosjanin się oddalił mijając kolejnych zawodników. Ja ze swoją supinującą stopą biegłem dalej. Pogoda chyba mi sprzyjała, bo nie miałem większych kryzysów. W końcu około trzydziestego ósmego kilometra wbiegłem w okolice Placu Czerwonego. Wyprostowało mnie i z dumą z orzełkiem na piersi, przebiegłem nieopodal Kremla. W tym miejscu oczywiście GPS w moim SUNTO zaczął wariować. No cóż można było przewidzieć, że w tym miejscu wszelkie sygnały zostaną zakłócone. Tak czy inaczej na metę dotarłem szczęśliwy i to z życiowym czasem. To był najszybszy bieg w moim życiu. Po skończonym maratonie, oprócz medalu dostałem miskę kaszy, prosto z żołnierskiego kotła, pokraszoną skwarkami i smakiem zwycięstwa. Moskwa dała mi życiówkę, ale i nie tylko – zostawiła w mej pamięci piękne wspomnienia i obrazy. Jednak co najważniejsze pozwoliła rozprawić się ze stereotypami, które krążą w naszych głowach. W Moskwie szybko się biega i to naprawdę stolica mocarstwa…

MS

 

 

ŻYCIÓWKA W MOSKWIE

04 sierpnia 2019